Jeśli sprzedajesz swoje prywatne rzeczy (np. ubrania, sprzęt z domu) i od zakupu minęło co najmniej 6 miesięcy, to zwykle nie ma PIT, ale gdy zaczyna się kupowanie “pod odsprzedaż” i robienie tego regularnie z zyskiem, to może już wyglądać jak działalność i wtedy temat podatku wraca. Sprzedajesz częściej swoje rzeczy, czy częściej kupujesz coś specjalnie, żeby później odsprzedać drożej?
Dokładnie, przy wyprzedaży własnych gratów z domu po upływie tych kilku miesięcy od zakupu temat PIT zwykle się nie klei, nawet jeśli wpadnie parę tysięcy w skali roku. Schody zaczynają się wtedy, gdy wchodzi kupowanie „z myślą o sprzedaży”, powtarzalność i zarabianie na marży, bo to już wygląda jak handel, a nie porządki. W praktyce dużo zależy od tego, czy da się pokazać, że to były Twoje rzeczy i jak długo je miałeś. A te rzeczy, które kupiłeś taniej i odsprzedałeś — to były pojedyncze akcje czy robisz tak regularnie co miesiąc?
U mnie wyglądało to tak, że jak sprzedawałem swoje rzeczy z szafy i szuflad (używane ubrania, stary telefon, konsola), to traktowałem to jak zwykłe porządki i nic z tym nie robiłem w PIT, bo to nie był „zarobek”, tylko pozbycie się gratów. Schody zaczynają się wtedy, gdy wchodzi element kupowania z myślą o odsprzedaży i robi się z tego powtarzalny handel – wtedy to już wygląda jak normalne zarabianie, a nie okazjonalna sprzedaż. Druga rzecz: jeśli sprzedajesz coś krótko po kupnie, to też może podpadać pod rozliczenie, bo fiskus patrzy na to, czy była to sprzedaż prywatna, czy „na zysk”. Sprzedajesz głównie rzeczy, które miałeś u siebie dłużej, czy raczej zdarza Ci się regularnie kupować i od razu wystawiać dalej?