Z mojego doświadczenia, jeśli sprzedajesz swoje prywatne, używane rzeczy i nie robisz z tego handlu, to same wpływy na konto jeszcze nie oznaczają podatku. Przy takich zwykłych porządkach w szafie czy wyprzedaży starej elektroniki urząd patrzy raczej na to, czy to jest okazjonalna sprzedaż własnych rzeczy, czy już coś w rodzaju stałego zarobkowania. Jeśli dana rzecz była u Ciebie dłużej niż 6 miesięcy, to zazwyczaj nie ma PIT od takiej sprzedaży i nie wpisuje się tego do rocznego zeznania. Inaczej wygląda temat, gdy ktoś kupuje rzeczy specjalnie po to, żeby je odsprzedawać, albo wystawia dużo podobnych przedmiotów regularnie. Sam bank od samych przelewów zwykle nie robi problemu, ale historia transakcji może wyglądać podejrzanie, kiedy schemat przypomina normalny handel. Teraz platformy też przekazują część danych do skarbówki w ramach raportowania, ale to nie tworzy nowego podatku samo z siebie. Kluczowe jest bardziej to, co faktycznie sprzedajesz i w jakim trybie, niż sam fakt, że pieniądze wpadają na konto. Sprzedajesz rzeczy po swoim używaniu, czy zdarza Ci się też coś kupić z myślą o odsprzedaży?
Też mam takie doświadczenie, że przy sprzedaży swoich używanych rzeczy co jakiś czas same przelewy na konto jeszcze nie robią z człowieka „handlarza”, dopóki nie widać w tym stałego zarobku i kupowania pod dalszą odsprzedaż. Jeśli to są po prostu porządki w domu i sprzedajesz rzeczy, które już trochę miałeś, to zwykle nie ma z tego problemu, a u Ciebie to bardziej okazjonalnie czy już dość regularnie?
Mam podobne zdanie jak bartek_w: same wpływy za okazjonalną sprzedaż własnych, używanych rzeczy zwykle nie są traktowane jak działalność zarobkowa, jeśli nie kupujesz z myślą o odsprzedaży i nie wychodzisz na tym regularnie na plus. Inaczej zaczyna to wyglądać dopiero wtedy, gdy sprzedaż robi się stała i zorganizowana — sprzedajesz raczej rzeczy po czasie użytkowania niż nowe zakupy?
Sama sprzedaż prywatnych, używanych rzeczy zwykle nie oznacza od razu dochodu do zgłoszenia, zwłaszcza jeśli sprzedajesz je okazjonalnie i bez zarobku, ale przy częstych transakcjach urząd może już patrzeć, czy nie zaczyna to przypominać stałej działalności. Chodziło Ci o sprzedaż własnych rzeczy po czasie używania, czy raczej o kupowanie i odsprzedaż?
Sama sprzedaż używanych rzeczy z prywatnego majątku zwykle nie oznacza od razu podatku, jeśli nie robisz tego w sposób ciągły i zarobkowy. Przy takich okazjonalnych transakcjach znaczenie ma też to, czy sprzedajesz rzecz po upływie 6 miesięcy od zakupu, bo wtedy przeważnie nie ma dochodu do wykazania. Same wpływy na konto jeszcze nie przesądzają, że urząd potraktuje to jak działalność, ale jeśli sprzedaż robi się częsta i wygląda jak handel, wtedy mogą pojawić się pytania. Chodzi u Ciebie bardziej o wyprzedaż własnych rzeczy, czy już sprzedajesz coś regularnie?